100% Testosteronu „GT”

W życiu szedł zawsze drogą, wyboistą jak po kocich łbach, ale ważne że była jego. Już w podstawówce miał odmienne zdanie, niż zapisane w kajecie nauczycielki. Kończyło się to z reguły oceną 3= , z dopiskiem – „uczeń formułuje swoje własne wnioski, znacznie odbiegające od przyjętych w Zeszytach interpretacji dla nauczycieli klas 5-8 wydanie marzec 1996 r”. Mając 19 lat odkrył swój własny zeszyt z tym krwisto-czerwonym dopiskiem nauczycielki, który oprawił w grubą metalową ramę, którą chroniło szkło z wtopionym z jego strukturę stalowym drutem, przypominające trudną do zbicia szybę w drzwiach szkolnej stołówki. Sam dopisek wyeksponował przeźroczystym szkłem, który łączył się z tym zbrojonym. Taki oto obrazek byłby może jedynie lekko niecodzienny, ale zdecydowanie nie w tej ILOŚCI i w TYM domu.

Wyszedł ze swojej kuchni,  korytarzem w którym stała zamocowana rura, przypominała tą do tańca. Kiedyś kolega jego kumpla, wyszydził go rechocząc, że pewnie jako właściciel tańczy tutaj sobie „pole dance”.

 – Tak powiedział, pokażę ci – choć zagotował się w sobie niczym grzałka z dawnego ZSRR jaką używało się w schronisku górskim. Chwyć ją tutaj powiedział delikatnie, a potem zasyczał ostro – JAK TE TWOJE KOLEŻANKI Z KLUBU XXX. Po czym przestawił z wściekłością wajchę przymocowaną do ściany. W ciągu sekundy podłoga uległa rozsunięciu, a cwaniaczek, którego teksty ostatni raz rozbawiły jakąkolwiek imprezę, z rykiem zawodzenia wpadł w szczelinę. Poza szokiem, wyszedł z tego bez szwanku. Rura była bowiem 6 metrową szybką ścieżką dotarcia do garażu, jak ją nazywał sam właściciel. Rurę sprzedał mu  jakiś złomiarz-inżynier, który najwidoczniej wymontował ją z nieczynnej jednostki Państwowej Straży Pożarnej.

100% Testosteronu GT Rozmowy w oczekiwalni 03

Teraz baletowym odbiciem, wskoczył na rurę i zjechał po prostu do garażu. Wylądował w lekkim podskoku na anywibracyjnej macie, która leżała na przeźroczystej szklanej posadce. W równych odstępach na każdej ze ścian zamontowano ramkę z sentencją nauczycielki, której jak twierdził zawdzięcza całe swoje życie. To kim był i przede wszystkim kim się nie stał. To był niezwykły garaż. W formie długiego na kilkadziesiąt metrów tunelu, z półokrągłym sufitem – właściwie przypominał wykutą w skałach sztolnię, gdzie pod koniec II Wojny Światowej w okolicach Wałbrzycha, Wehrmacht miał ukryć pociąg z wielką ilością złota.

Stał na szklanej podłodze. Dosłownie na dachach samochodów, kolekcji jaką zgromadził jeszcze jego ojciec, a on stale ją powiększał. Ponieważ w garażu – tunelu odpoczywały sobie również unikalne modele aut z gwiazdą na masce,  które on wypożyczał  wielu dealerom „Benz’a” w Polsce i Europie. Jego przyjaciel znany gdyński dealer Mercedesa, namówił centralę Mercedes Benz na szczególny prezent. Podobno, właściciel koncernu osobiście zszedł w kombinezonie technika na linię montażową i marketem zaznaczył, mówiąc: – O ten Mercedes GT, będzie dla tego osobliwego Polaka. Ten żółty i żaden inny.

 – Dobra, dziś Kurczak czas właśnie na ciebie – przesunął w dół wajchę podobną to tej, która uruchamiała zapadnię do rury strażackiej. Samochód został wypchnięty przez hydrauliczną  windę, ponad inne pojazdy i bezpiecznie niczym dziecko w nosidełku przetransportowany w specjalną otwieraną szczelinę w szklanej posadzce.

Nie używał żadnych perfum. Tylko woń Mercedesa GT. Wszystkie drogie zapachy zastępował mu kontakt z tym pojazdem. To był osobliwy miks. Prawdziwa skóra tapicerki. Jakbyś powąchał pasek z przedwojennego zegarka. Jak otwierał silnik po ostrej jeździe wyczuwał aromat stalowych elementów napędu, który mógł znieść naprawdę ostre traktowanie. Inhalował się nim, dosłownie siedział przy otwartej masce i wdychał prawdziwie męski bukiet zapachów. 100 % testosteronu!

Włożył prawdziwy rajdowy kask, który dla efektu pewien mocno emerytowany kaletnik obciągnął mu prawdziwą skórą. Wślizgnął się do auta przez niewielkie drzwi zwiększył obroty, wyłączając wcześniej wszystkie systemy wspomagające kierowce. Nie uznawał, ABS-u i kontroli trakcji. To czego nie mógł wyłączyć fabrycznie, zrobił mu jeden z hakerów, łącząc się zdalnie z jego samochodem przez WiFi. Teraz był wolny. Drzwi tunelu garażowego z grubej na 5 cm stali otworzyły się z hukiem przesuwanych rolek, które były kołami z oryginalnych wagonów górniczych przedwojennej niemieckiej kopalni na Śląsku.

Droga prowadząca do jego domu na wzgórzach Gdyni była całkowicie prywatna, z zewnętrznym szlabanem. Mimo tego, przed tym co miał teraz zrobić zawsze włączał systemy alarmowe. Sprawdził na podglądzie smartfona czy kamery reagujące na ciepło nie wykrywają jakichkolwiek intruzów – żadna postać nie czerwieniła się na ekranie, niczym w oku Terminatora w którego rolę wcielał się Arnold Schwarzenegger.  

100% Testosteronu GT Rozmowy w oczekiwalni 04

Otworzył okna, żeby słyszeć. 557 KLACZY MECHANICZNYCH, ruszyło do galopu. Tunel rezonował rykiem, niczym najlepszy system głośników stereo. To zawsze była próba dla jego umiejętności. Z strzałką prędkościomierza przekraczającą 1oo km/h wypadł z tunelu, zakręcił kierownicą w odpowiednim miejscu hamując i przekręcił się o 18o stopni, tak, że wielkie rybie usta atrapy chłodnicy stały w kierunku jazdy. Niecałe 4 sekundy –  katalog nie kłamie uśmiechnął się delikatnie.

Teren przed domem był żwirowy a susza spotęgowała nagłą ulewę w postaci poderwanych małych kamyczków z nieodłączną chmurą pyłu. – Kurczaczku – poklepał GT pieszczotliwie po kierownicy – Wybacz, prawdziwie męskie auto nie może być zbyt czyste.

Ruszył znów ostro by dokładnie po 800 metrach zatrzymać się, zdjąć kask, włączyć wszystkie ABS-y, ASR-y i inne systemy bezpiecznej jazdy i włączyć się do ruchu bardzo spacerowym tempem. Miał taką zasadę, że na drodze publicznej niestosowanie się do znaków drogowych to jak chodzenie z odbezpieczonym pistoletem po butelce rosyjskiej wódki.

Kokpit GT doskonale otulał jego sylwetkę, jak odpowiedni na zimę ciuch kultowego cytatu: „Ta Pani przyszła w tym kożuchu i w nim wychodzi”. Podjechał ulicą Morską pod dawny budynek Polskich Linii Oceanicznych. Ten manifest modernizmu „mniej znaczy więcej” w gdyńskiej  architekturze był również jego mottem w wielu obszarach, również w tym prywatnym. Tam na najwyższej kondygnacji mieszkała jego dziewczyna, jak ją nazywał Moderna. Jako jedyna w klubie w którym się poznali, nie miała na swojej ślicznej buzi kilograma szpachli i wygładzającego cekolu. Chciał bowiem jadać śniadania, biegać po plaży, czy jeździć na nartach z kobietą, która będzie zawsze czarująca. Kiedyś bowiem w eleganckim barze sztuczne rzęsy nieskazitelnej czarnulki wylądowały w jego drinku. Wyglądały jak kocie kłaki, które dachowiec zmienia na zimę. To mógł przeżyć.  Ale jak przy buziaczku na dobranoc została mu w ręce kiść jej sztucznych doczepionych włosów, tego już było poza limitem jego wytrzymałości.

Z rozmyślań wyrwała go Moderna. – Hej, zrób ten show, który wykonałeś żeby mnie sobą zainteresować. – Wiesz panienko, bez warstwy śpiewanej ? Patrz przygotowałam ci podkład. – Ok – ale to wyłącznie dla CIEBIE zastrzegł. Ale w prostocie tego kawałka „TONES AND I” jest siła – pomyślał.

They say, „Oh my God, I see the way you shine”,
Take your hands, my dear, and place them both in mine,
You know you stopped me dead while I was passing by,
And now I beg to see you dance just one more time.

Wszelkie postacie i wydarzenia, które miały miejsce w opowiadaniu są fikcją literacką. Perfect Smile Clinic Wrzeszcz wręcz odwrotnie – jest jak najbardziej prawdziwa – zapraszamy ciepło, gorąco a nawet upalnie.

Zobacz inne opowiadania:

Road to Hel Opowiadania w oczekiwalni 05

Road to Hel

Powrót do przeszłości Rozmowy w oczekiwalni 02

Powrót do przeszłości